Przejdź do głównej zawartości

Posty

Tatry - pasja czy moda i owczy pęd

  Na początku września byłem w Mursichlach k/Zakopanego, aby pochodzić po ukochanych Tatrach. Pochodzić, popatrzeć, nasycić wzrok i duszę  wrażeniami. Będąc na szlaku do Doliny Małej Łąki, prawie pustej, miałem czas na chwilę refleksji. Zastanawiałem, co się właściwie stało, że nie tylko na Giewont, do kolejki na Kasprowy, ale na Rysy, Zawrat, Małączniaka, stoją tasiemcowe kolejki. Co sprawia, że ludzie wyposażeni w sprzęt z Decathlonu, jakby reklamowali najpopularniejszy sportowy market, znajdują  przyjemność  w kilkugodzinnym staniu w kolejce, zupełnie na zastanawiając się, że pozbawiają się przeżycia tego, co najpiękniejsze, a więc dostrzegania piękna gór. Dostrzegania tego co najpiękniejsze. Zatrzymania się na szlaku. Patrzenia i dostrzegania niczym malarz lub fotograf zmienności gór. Dostrzeżenia ich majestatu. Grozy. Chłonięcia owego piękna. Dania sobie czasu, aby je przeżywać. Tymczasem w większości ludzie gnają przez Tatry, jak do pracy w mieście. Często wpat...
Najnowsze posty

Lekcja polityki

 W środę rano 10-09-br nie musieliśmy pić porannej kawy na przebudzenie. Wystarczająco mocno obudziła nas wiadomość o ataku rosyjskich dronów na Polskę. Oczywiście usłyszymy od przedstawicieli Kremla, że to nie oni, ale zupełnie ktoś inny i jak zwykle najprzeróżniejsze łgarstwa w których Rosja osiągnęła arcymistrzostwo świata. Pobudka więc była mocna, postawiła nas od razu na nogi niczym zimny poranny prysznic albo mocna kawa. Polskie wojsko zareagowało odpowiednio zestrzeliwując kilka dronów z 19, które wleciały na nasze terytorium. Ale ja nie o tym. Ów atak rosyjskich dronów na Polskę powinien nie tyle nas "postawić na nogi"  co Prezydenta RP - pana Karola Nawrockiego. Prezydenta na stażu politycznym i dyplomatycznym. Mam nadzieję, że ów atak rosyjskich dronów na terytorium Polski, skutecznie skróci staż polityczny nowego prezydenta RP i uzmysłowi, że robienie  briefingów, konferencji prasowych w kraju a szczególnie poza jego granicami nie jest po to, aby "dowalić...

Życzliwość - magia Tatr?

 Jestem w Zakopanem. Nie przyjechałem jednak, aby patrzeć na zatłoczone miasto pod Tatrami, choć przyznać muszę, turysta ciekawy historii miasta, znajdzie tu perły i perełki góralskiej kultury i stylu. Domy w których mieszkali Chałubiński, Sienkiewicz, Żeromski, Witkiewicz czy Karłowicz. Dla chcącego... Ale ja nie o tym. W końcu przyjechałem przede wszystkim odwiedzić Tatry. Wyruszając więc na kolejne przebieżki po Tatrach, szczyty tym razem odpuściłem sobie, nie te lata, nie ta kondycja, nie to zdrowie. Gdy wchodzę na teren TPN i mijam owe tłumy ludzi idących na szlaki, to zastanawiam się jak to się dzieje, że stajemy się dziwnie życzliwi, uśmiechnięci, ustępujący sobie miejsca, pomagający sobie. Jakby Tatry tak nas urzekały, że potrafimy zapomnieć o urazach, nieżyczliwości tak często spotykanej w sklepach, autobusach, na parkingach itd. Wsiadłem do gondoli wyciągu krzesełkowego na Zgorzelisko w Małych Cichych i gdy uniosłem się nad stokiem zacząłem analizować skąd owa życzliwość ...

Piknik czy kawiarnia

 Pogoda nijaka. Właściwie jesień mamy tego lata. Zamiast więc udać się na spacer na promenadzie do pobliskiej Ustki, to poszedłem do lodziarni na kawę i gałkę lodów. Jakie było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłem w lodziarni klan Romów. I bynajmniej nie w tym rzecz, że Romowie przyszli do lodziarni. Rzecz w tym, że prawie nią zawładnęli. Lodziarnie i kawiarnie mają niepisany klimat i nastrój. Tu nie tylko przychodzimy delektować się delicjami i kawą, ale przychodzimy w towarzystwie porozmawiać.  A rozmawiamy ściszonym głosem, słuchając przygrywającą muzykę - przeważnie jazz, który jak żadna inna muzyka, pasuje do atmosfery kawiarni. Jednak aby owa atmosfera była, sami musimy o nią zadbać. Chyba, że wparuje do kawiarni grupa ludzi zachowujących się jakby nikogo wokół nie było. Krzyki dzieci, gwar, bieganie dzieci, salwy głośnego śmiechu, to wszystko odebrało lodziarni klimat. Nieważne kto przychodzi do kawiarni. Każdy jednak powinien pamiętać, że przychodzi jako gość, i nieważne, ...

Gloria kibolom

 Prezydent elekt gloryfikuje kiboli. Chwali ich patriotyzm, obronę wiary, zdecydowanie, niezłomność. Potwierdza tym samym  powiedzenie , "kto z kim przystaje, takim się staje". Nie wiem czy pan Nawrocki, który od 06.08 br. oficjalnie zostanie zaprzysiężony na Prezydenta faktycznie wie o czym mówi, czy po prostu już, jeszcze przed objęciem Urzędu daje sygnał, że kłamstwo, konfabulacja to będzie jego broń. A kibole, owe  wypasione "niedźwiadki" to doskonale zorganizowane grupy przestępcze. Półświatek rządzący się hierarchią niczym KK. Ludzie dla których walka na pięści to prymitywna walka. Dla nich kastety, maczety, kije bejsbolowe to narzędzia walki. Te wszystkie obywatelskie straże graniczne, narodowe manifestacje przypominają jako żywo Odziały Szturmowe (Sturmabteilung) Ernsta Rommla w Niemczech w latach 30-tych. Czyżby były dyrektor Muzeum II Wojny Światowej o tym nie wiedział. Albo nie chce dostrzec, gdy wypasione "niedźwiadki" robią brudną robotę jako ...

Strzeżcie się...nierzetelnych firm przewozowych

   Na początku lipca wykupiłem bilet na dowóz na lotnisko. Przyszedł więc upragniony dzień wyjazdu. Na godzinę 2:00 w nocy zaplanowany był przyjazd busa. Nikt jednak nie odezwał się czy bus ma ewentualne opóźnienie o 15 minut i jest już w drodze. Nic z tych rzeczy. Głuchy telefon. Na wszelki wypadek sprawdziłem, czy zabukowałem przewóz w odpowiedniej firmie. Wszystko się zgadzało. Nieco spokojniejszy wyszedłem z domu i podczas ciepłej letniej nocy cierpliwie czekałem na rzeczony bus. Jednak moja cierpliwość miała być tej nocy wystawiona na ciężką próbę. Po godzinie 2:00 zadzwoniłem więc do firmy i usłyszałem, że bus zaraz przyjedzie. Owo zaraz przeciągnęło się do godz. 2:30. Zadzwoniłem więc po raz drugi i usłyszałem, że nie mogą się dodzwonić do kierowcy. Czekałem więc, choć coraz bardziej zacząłem wątpić, czy moje czekanie na coś się zda. Zadzwonił telefon. Uradowany  mówię słucham. W odpowiedzi słyszę, że kierowca gdzieś się podział, i za pół godziny przyjedzie po mnie...

De javu

    Dawno tutaj nie pisałem. Jednak dziś postanowiłem napisać. Przeżyłem  bowiem de javu i miałem wrażenie, że znów znalazłem się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Wtedy to władze różnych szczebli wzajemnie się nagradzały i odznaczały a szeregowi członkowie robili za klakierów. Myślałem że tamte czasy raz na zawsze pożegnaliśmy. Przekonałem się jak bardzo się myliłem. Wczoraj wziąłem udział w zebraniu delegatów organizacji w Gdańsku. Zebranie podsumowujące kolejną kadencję działalności. Sprawozdanie Prezydium przeszło gładko. Nawet nie głosowano nad jego przyjęciem, ale co tam. Wszyscy się przecież zgadzają, choc nikt nie zabrał głosu. A może po prostu nikt się nie ośmielił, skoro Prezydium wie najlepiej. Do tego stopnia, że nawet nie pytało o przegłosowanie sprawozdania, co jest wymogiem formalnym, aby sprawozdanie przyjąć. Stwierdzono, prawie że a priori, że nikt nie chce zabrać głosu, zatem sprawozdanie przegłosowano nie głosując nad nim. Jakie do polskie. A ...