Pogoda nijaka. Właściwie jesień mamy tego lata. Zamiast więc udać się na spacer na promenadzie do pobliskiej Ustki, to poszedłem do lodziarni na kawę i gałkę lodów. Jakie było moje zaskoczenie, gdy zobaczyłem w lodziarni klan Romów. I bynajmniej nie w tym rzecz, że Romowie przyszli do lodziarni. Rzecz w tym, że prawie nią zawładnęli. Lodziarnie i kawiarnie mają niepisany klimat i nastrój. Tu nie tylko przychodzimy delektować się delicjami i kawą, ale przychodzimy w towarzystwie porozmawiać. A rozmawiamy ściszonym głosem, słuchając przygrywającą muzykę - przeważnie jazz, który jak żadna inna muzyka, pasuje do atmosfery kawiarni. Jednak aby owa atmosfera była, sami musimy o nią zadbać. Chyba, że wparuje do kawiarni grupa ludzi zachowujących się jakby nikogo wokół nie było. Krzyki dzieci, gwar, bieganie dzieci, salwy głośnego śmiechu, to wszystko odebrało lodziarni klimat. Nieważne kto przychodzi do kawiarni. Każdy jednak powinien pamiętać, że przychodzi jako gość, i nieważne, że płaci, musi zachować się odpowiednio. Przy tak gwarnej kawiarni ręczę przestają smakować lody i kawa, a towarzyska rozmowa nie ma sensu. Przychodzi nam więc szybko zjeść lody i wypić kawę bez smakowania jej. A na rozmowę towarzyską poszukać sobie innej kawiarni. Tylko czy o to chodzi? Może niektórzy powinni kupować lody kręcone na ulicy i kawę z automatu. Ulica gwar zniesie. Kawiarnia nie za bardzo.
Na początku lipca wykupiłem bilet na dowóz na lotnisko. Przyszedł więc upragniony dzień wyjazdu. Na godzinę 2:00 w nocy zaplanowany był przyjazd busa. Nikt jednak nie odezwał się czy bus ma ewentualne opóźnienie o 15 minut i jest już w drodze. Nic z tych rzeczy. Głuchy telefon. Na wszelki wypadek sprawdziłem, czy zabukowałem przewóz w odpowiedniej firmie. Wszystko się zgadzało. Nieco spokojniejszy wyszedłem z domu i podczas ciepłej letniej nocy cierpliwie czekałem na rzeczony bus. Jednak moja cierpliwość miała być tej nocy wystawiona na ciężką próbę. Po godzinie 2:00 zadzwoniłem więc do firmy i usłyszałem, że bus zaraz przyjedzie. Owo zaraz przeciągnęło się do godz. 2:30. Zadzwoniłem więc po raz drugi i usłyszałem, że nie mogą się dodzwonić do kierowcy. Czekałem więc, choć coraz bardziej zacząłem wątpić, czy moje czekanie na coś się zda. Zadzwonił telefon. Uradowany mówię słucham. W odpowiedzi słyszę, że kierowca gdzieś się podział, i za pół godziny przyjedzie po mnie...
Komentarze
Prześlij komentarz