Na początku września byłem w Mursichlach k/Zakopanego, aby pochodzić po ukochanych Tatrach. Pochodzić, popatrzeć, nasycić wzrok i duszę wrażeniami. Będąc na szlaku do Doliny Małej Łąki, prawie pustej, miałem czas na chwilę refleksji. Zastanawiałem, co się właściwie stało, że nie tylko na Giewont, do kolejki na Kasprowy, ale na Rysy, Zawrat, Małączniaka, stoją tasiemcowe kolejki. Co sprawia, że ludzie wyposażeni w sprzęt z Decathlonu, jakby reklamowali najpopularniejszy sportowy market, znajdują przyjemność w kilkugodzinnym staniu w kolejce, zupełnie na zastanawiając się, że pozbawiają się przeżycia tego, co najpiękniejsze, a więc dostrzegania piękna gór. Dostrzegania tego co najpiękniejsze. Zatrzymania się na szlaku. Patrzenia i dostrzegania niczym malarz lub fotograf zmienności gór. Dostrzeżenia ich majestatu. Grozy. Chłonięcia owego piękna. Dania sobie czasu, aby je przeżywać. Tymczasem w większości ludzie gnają przez Tatry, jak do pracy w mieście. Często wpat...