O samej powodzi na Dolnym Śląsku pisał nie będę. Łatwo jest bowiem wymądrzać się będąc 600km od miejsca kataklizmu. Nie o tym moje notatka. Dramat wyzwala w nas dodatkowe pokłady energii, solidarności, wzajemnej pomocy. Kataklizm u niektórych, mam tu na myśli PiS i jego popleczników, jest okazją do plucia na władzę, krytykę, podważania jej kompetencji, gdy akurat potrzebna jest pomoc współdziałanie. Jednym słowem, każda okazja dla PiS- jest dobra, aby dołożyć przeciwnikowi. W swojej obłudzie PiS sięgnął dna Rowu Mariańskiego. I wcale nie jest najgorsze to, że perfidnie wykorzystuje każdą okazję, aby zbić polityczny kapitał. Najgorsze jest to, że wcale nie kryje się w eksponowaniu swojej obłudy i hipokryzji.
Na początku lipca wykupiłem bilet na dowóz na lotnisko. Przyszedł więc upragniony dzień wyjazdu. Na godzinę 2:00 w nocy zaplanowany był przyjazd busa. Nikt jednak nie odezwał się czy bus ma ewentualne opóźnienie o 15 minut i jest już w drodze. Nic z tych rzeczy. Głuchy telefon. Na wszelki wypadek sprawdziłem, czy zabukowałem przewóz w odpowiedniej firmie. Wszystko się zgadzało. Nieco spokojniejszy wyszedłem z domu i podczas ciepłej letniej nocy cierpliwie czekałem na rzeczony bus. Jednak moja cierpliwość miała być tej nocy wystawiona na ciężką próbę. Po godzinie 2:00 zadzwoniłem więc do firmy i usłyszałem, że bus zaraz przyjedzie. Owo zaraz przeciągnęło się do godz. 2:30. Zadzwoniłem więc po raz drugi i usłyszałem, że nie mogą się dodzwonić do kierowcy. Czekałem więc, choć coraz bardziej zacząłem wątpić, czy moje czekanie na coś się zda. Zadzwonił telefon. Uradowany mówię słucham. W odpowiedzi słyszę, że kierowca gdzieś się podział, i za pół godziny przyjedzie po mnie...
Komentarze
Prześlij komentarz